Mamy w Krakowie kilka miejsc, w których czas się zatrzymał. W dobrym tego słowa znaczeniu. Na Szpitalną 7 chodzimy naprawiać wieczne pióra. Zawsze wita nas ten sam Siwy Pan. Ubrany w błękitny kitel, pachnący, przedwojenną chyba jeszcze, lawendową wodą kolońską. Na ścianie wiszą starannie wykaligrafowane dyplomy mistrzowskie.
Połamane parasolki naprawiamy w Podgórzu (ul.Smolki 4). U siwiuteńkiej, uśmiechniętej Pani Krysi. Do maleńkiego zakładu schodzi się po kilku stopniach. Domowe obiady jadamy u Stasi do której wchodzi się przez podwórze (ul.Mikołajska 16). Spotykamy tu zabieganych studentów, nobliwych profesorów UJ, krakowskich aktorów teatralnych, kantorowskich bliźniaków (bracia Janiccy) i zwykłych ludzi, którzy cenią sobie kameralność tej kuchni. A poza tym pierogi z jabłkami i cynamonem nie mają sobie równych! I nie znamy drugiego takiego miejsca, w którym po zjedzeniu podchodzi się do kasy, by uczciwie, jak na spowiedzi, powiedzieć co się zamówiło. Starszy Pan nie sprawdza, tylko nabija potrawę na kasę.
Do fryzjera chodzimy do Pana Franciszka (Pasaż Bielaka). Zajączka Małego zawsze wita z należytymi honorami. A nas rozczula kulturą, nonszalancją i serdecznością. Dlatego, przy okazji ostatniej wizyty wręczyliśmy mu ten oto wierszyk:
Fryzjer Franciszek w Pasażu Bielaka
Każdego klienta zamienia w przystojniaka.
Na swym fachu zna sie bowiem od lat,
Niczym wprawny czarodziej, mag!
Więc i my tu zachodzimy,
A oprócz strzyżenia zawsze mile gawędzimy.
 |
No i "kocie łby", kiedyś powszechne, dziś już historyczne.. |